-
Następny postListopad 7, 2011Jak zapewne wszyscy pamiętają, w październiku, w zaprzyjaźnionej kawiarni DR KAVA, odbyło się spotkanie z autorkami książki “Smaki Toskanii” – Olą Seghi i Magdą Szwedkowicz-Kostrzewą. Impreza była smakowita, choć dietetyczna (słuchać o wspaniałych potrawach, oglądać [...]
-
Poprzedni postPaździernik 31, 2011Moi Drodzy, Jak już mówiłam, jest mi zimno. Muszę powtórzyć. Jest mi ziiiiiimno! Na zewnątrz szaro i smutno, drzewo za moim oknem straciło już liście. Czas powspominać lato i weselsze chwile! Nie wiem, czy w [...]
- Powiązane posty
Drodzy Czytelnicy,
wreszcie piątek – i choć tydzień był krótki, to zapewne marzycie już o jutrzejszym wypoczynku. Nie będę więc męczyć Was zbytnio długimi wywodami na temat włoskiej kultury. Pozwólcie jednak, że przytoczę anegdotę z dnia wczorajszego.
Otóż przekonałam się na własne oczy i uszy, jak bardzo przymiotnik „włoski” identyfikowany jest w naszym kraju z różnorakimi przymiotami. Bywa również zestawiany z rzeczownikami w sposób co najmniej zaskakujący.
Rano, do śniadania, miałam przyjemność tłumaczyć spotkanie producenta kawy z potencjalnym dystrybutorem. Nie zdziwiło mnie, gdy panowie ustalili, że strategia marketingowa powinna zakładać przede wszystkim podkreślenie faktu, iż rzeczona kawa palona jest na Półwyspie Apenińskim. Włoski znaczy bowiem smaczny. Wysokiej jakości.
W godzinach obiadowych służyłam swoją znajomością języka podczas negocjacji między pewną panią a mediolańskim producentem mebli – oczywiście mówiło się o designie, stylu, tradycji. Włoski znaczy piękny. Elegancki. Ponadczasowy.

Na fotografii – piękna wenecka latarnia. Jak się jednak okazuje – polskim również warto się pilnie przyglądać!
Jednak gdy w okolicach podwieczorku, idąc sobie ulicą Nowowiejską, moje lekko zmęczone już oczy wypatrzyły na słupie latarni ogłoszenie STAROŻYTNA WŁOSKA MAGIA PRAWDĘ CI POWIE czy coś w tym guście – pomyślałam, że może czas na porządne espresso.
Zanim jednak napiłam się powyższego, poprosiłam pewną moją szaloną przyjaciółkę o wykonanie telefonu pod podany na słupie numer.
Dowiedziałyśmy się quanto segue, czyli co poniżej:
- magia jest włoska, to znaczy, ehm… no… włoska jest
- można się z niej dowiedzieć, co podzieje się w twoim życiu zawodowym i prywatnym – jednym słowem: pełen pakiet
- w celu dowiedzenia się, co ma się wydarzyć, należy umówić się na konsultację (koszt: 300 PLN).
Podejrzewam, że w czasie konsultacji używa się szklanej kuli z vetro di Murano?
To jak, ragazze, idziemy? Kto wie, może jakiegoś Marco albo Franco nam wywróżą… A jak będzie do tego jeździł czerwoną Alfą Romeo, ubierał nas u Prady i serwował nam na kolację spaghetti alle vongole, to może nawet warto się zrujnować i 300 PLN wyłożyć…
ps. Jako że wzorem prawdziwych Włochów jestem absolutną racjonalistką, ale lubię też odpukiwać w niemalowane i wolę białe koty od czarnych, to trochę się boję, czy po moim lekko ironicznym poście nie okaże się, że czeka mnie siedem lat nieszczęścia. Chciałabym więc wszystkich zapewnić, że niniejszy artykuł ma charakter wyłącznie informacyjny i nie opiera się na żadnych negatywnych intencjach. Magia we Włoszech ma zaś długą historię. Zainteresowanych odsyłam chociażby do lektury artykułu „Czary Mary… Turyn!” pod linkiem ilponte.pl/julia_wollner/index.php/2010/10/czary-mary…-turyn/
Buon weekend!

[...] nie tak dawno o magicznych właściwościach słowa „włoski” (zerknijcie tutaj) . Okazało się, że znają je nie tylko Polacy, ale także mieszkańcy Bliskiego Wschodu, gdzie [...]
hmm… włoski styl często kojarzy się mi się – tu się narażę strasznie italianofilom – z włosami. Męskimi. Na tzw. klacie. Może dlatego, że dzisiaj będąc u kosmetyczki (płonne nadzieje, ale zawsze coś mnie kusi) podsłuchałam jęki depilacyjne (co za składnia!) pewnego młodzieńca, który zażyczył sobie usunąć owłosienie klatkowe. A gdzie ta pięknie rozchłestana koszula Z. Zamachowskiego, który w ZbigBig Show epatował „włoskością”? Łza się w oku kręci ….
:) ps ale za włoskie buty mogę dać się pokroić.
ja chcę poznać tych racjonalnych Włochów! z przykrością stwierdzam, że w wielu przypadkach jestem bardziej racjonalna od mojego „Franco”
ale starożytna włoska magia-dobrze brzmi. ostatnio tłumaczyłam mojemu chłopakowi fenomen często spotykanych w naszym kraju napisów (zachęceń) „Italian Style”=supermodny, wysokiej jakości, jedyny w swoim rodzaju, elegancki itp. zaangażowałam się do tego stopnia, że gdy moja przyjaciółka postanowiła sprzedać na allegro.pl jakieś ubranie, to poleciłam jej napisać wielkimi literami ITALIAN STYLE właśnie… a co tam, może by podziałało?
jedno jest pewne-wszyscy Włosi widząc moc przymiotnika „włoski” w Polsce pękają z dumy
a ja od razu pragnę zaznaczyć (co potwierdzi wielu Włochów), że co jak co, ale: ciasta (w większości), niektóre słodycze (śliwki w czekoladzie!), piwo, lody włoskie
i kobiety są lepsze w Polsce!
Amen!
niech żyje kreatywność
O starożytnej magii włoskiej jeszcze nie słyszałem. Jak widać każdy przymiotnik jest dobry byle by zwrócił uwagę – i proszę, udało się, cały wpis powstał. Ale żeby Ci się nic nie stało złego to lepiej sięgnąć po magię etruską. Ci to byli w tym dobrzy – nawet lusterka z brązu sobie wymyślili, żeby im się szklane nie tłukły
Pozdrawiam przedweekendowo i słonecznie, dalej marząc o prawdziwym espresso